Wreszcie stworzyłam moje mini-dzieło, które planowałam już od dawna, tylko czasu brak.
Pomysł - wiem, stary jak świat... Ale mimo to pokażę moje skrzyneczki, bo jestem trochę dumna, że własnoręcznie przyczyniłam się do tego, że nie poszły na zmarnowanie, tylko cieszą me oczy:)
Takie były na początku. To znaczy jeszcze gorsze, bo bardziej brudne, tu już są wypłukane i schną na słońcu. Przywiozłam je z bazaru, od bardzo miłych sprzedawców warzyw:)
Po wyschnięciu skrzynki pomalowałam dwukrotnie farbą olejną, odporną na warunki zewnętrzne.
Miałam już trochę kwiatów w donicach, kilka sztuk dokupiłam.
No i najbardziej mozolna praca - przesadziłam wszystkie rośliny do większych doniczek.
Za tym nie przepadam, ale chęć późniejszego oglądania efektu przy porannej kawie mnie motywowała.
Tu już przesadzone rośliny, uff (dodam, że dzieło okraszone było wiązankami rzucanymi non-stop przez budowlańców pracujących obok:), żeby nie wyglądało to zbyt romantycznie):
A tu gotowe skrzynie ozdabiają taras:
Moje ulubione drzewko oliwne. Długo takiego szukałam, a znalazłam w... IKEI:
Pora wakacyjna, więc zachęcam Was do ozdobienia balkonu czy tarasu pomalowanymi skrzyniami.
Ładnie wyglądałyby też szare, błękitne lub nawet w jakimś ostrzejszym kolorze. U mnie zazwyczaj wygrywa biel.
A teraz do weekendu i spokojnej porannej kawy:)













